[
2 godziny temu ]
Dziecko zaraz po narodzinach ma w oczach m±dro¶æ wszech¶wiata. Potem powoli zapomina pewnie wszystko, ¿eby stawaæ siê odrêbnym bytem. I taka jest cena rozumienia grawitacji i siebie.
Kamil Depta³a mia³ szesna¶cie lat i ju¿ tylko wiedzia³, gdzie jest Wielki Wóz i dlaczego niebo wydaje siê niebieskie. Ta wiedza zreszt± go aktualnie nie zajmowa³a. O niebie opowiada³a jednak od jakiego¶ czasu pani Jola Bargie³, wolontariuszka w Poradni Rodzinnej w katedrze. O Niebie! ¯e nie pójdzie do Nieba, mówi³a i patrzy³a na reprodukcjê Memlinga spod namalowanych na pucu³owatej twarzy brwi. Rzêsy mia³a posklejane tuszem i wygl±da³y jak czu³ki ¿uka, tym bardziej, ¿e ciemne, wypuk³e oczka przypomina³y chitynowy, owadzi pancerzyk. Oczywi¶cie, ¿e nie pójdzie do Nieba, tak jak nie pójdzie do poprawczaka. Dostanie kuratora i bêdzie chodzi³ na spotkania z pani± Jol±, psycholo¿k± z Katolickiej Poradni Rodzinnej, która martwi siê wyrokami S±du Ostatecznego. Ostateczno¶æ Kamil mia³ gdzie¶. Jest takim samym mitem, jak kolor nieba.
To nie by³oby takie g³upie – fizyka b³êkitu i idea Nieba – ale Kamil tego nie rozumia³ ju¿. Nie odczu³ sensu metafory, bowiem czu³ gniew, którym obejmowa³ konkrety: magister Jolantê Bargie³, podrabianego Memlinga i mamê, czekaj±c± w ciemnawym i ch³odnym korytarzu poradni z rumieñcami wstydu. I Ewelinê. Zw³aszcza Ewelinê.
– Chcesz mi to opowiedzieæ? – zapyta³a gruba nieczystym g³osem, przy „o” uk³adaj±c wargi jak do loda. Poczu³ wstrêt i skurczy³ siê w sobie.
– Bardzo ¿a³ujê.
– Czego? – Znowu nast±pi³o oble¶nie otwarte „o”!
– Tego – przedrze¼ni³ jej artykulacjê.
– Wci±¿ jeste¶ z³y?
– Nie. Czujê wstrêt – powiedzia³ szczerze, bo rozpaczliwie chcia³ mówiæ i s³yszeæ prawdê.
– Pi³e¶. Nie pamiêtasz dok³adnie, co siê dzia³o. By³e¶ pijany. Wcze¶niej nie pi³e¶. Nie pamiêtasz, jak poszli¶cie na zaplecze tawerny? By³e¶ pijany, prawda? Nie pamiêtasz prawie niczego – powtarza³a w kó³ko pani mecenas.
Nie by³ pijany.
– To by³ stryszek, nie zaplecze.
– Wszyscy tam poszli¶cie? Mo¿e… nie wiedzia³e¶? Wszyscy szli? My¶la³e¶, ¿e wszyscy id± na stryszek?
– Nie.
Westchnienie. I od nowa „opowiedz, co pamiêtasz”.
Niewiele. Pili. Wódkê nalewali do butelki z col±. Kto¶ mia³ skrêty. Trawê. Jeszcze na pla¿y. Maciek mówi³, ¿e to gówno. Ewelina ¶mia³a siê i podawa³a ¿arz±cy siê papieros, przechylaj±c siê przez kolana Maæka. Mia³a g³êboki dekolt, prawie ca³e cycki by³o widaæ. Maciek wrzuci³ jej gar¶æ piachu i dar³a siê „kurwami”. Maciek pi³? Nie. Nie pamiêtam. Oni z Marcinem sprz±tali pla¿ê, ci±gle odchodzili gdzie¶. Kto¶ przyprowadzi³ samochód i gra³a g³o¶no muzyka. Siedzia³a w samochodzie i zmienia³a ¶wiat³a. Ewelina? Pi³a ze szklaneczki. Z butelki te¿. Nie wiem, kto Ewelinie dawa³ alkohol. Mia³a butelkê coli. Ka¿dy mia³ swoj±.
– Powiniene¶ wtedy odej¶æ – pokiwa³a g³ow± Bargie³owa i cmoknê³a z dezaprobat±. – To by³o z³e.
– Chcia³em – sk³ama³ g³o¶no i wyra¼nie.
– Nie chcia³e¶, syneczku! – P³aka³a matka z oskar¿aj±co pustymi ramionami, bo nie umia³a go obj±æ – Powiedz, ¿e ty nie chcia³e¶. ¯e ty! Taki jasny!
– Nie chcia³em, mamo – godzi³ siê na k³amstwo pos³usznie i czeka³ na jej ramiona b³agalnie.
Pozwala³a im go trzymaæ. Policjant opiera³ mu ciê¿k± d³oñ na ramieniu.
– S±d nakaza³ przekazanie nieletniego pod nadzór rodzicielski matce, Dorocie Deptale.
Kilka metrów po pod³odze wy³o¿onej zielonobur± wyk³adzin±. Siedem kroków. I mama. Przekazanie… Przy³o¿y³a mu d³oñ do czo³a i policzka, jak wtedy, gdy w chorobie sprawdza³a temperaturê i Kamil , ko³ysz±c dziecinnie, podda³ siê pieszczocie. Pachnia³a dziwnym myd³em i potem. On te¿ pachnia³ obco – tamtym kwa¶nym, sple¶nia³ym odorem pokoiku, w którym spêdzi³ noc.
– Co dalej? – pyta³a po kolei osoby w pokoju.
– Bêdzie rozprawa. S±d zadecyduje. Chod¼my, Kamilu – powiedzia³a adwokatka i objê³a go ramieniem. Poczu³ w nozdrzach kobiecy, s³odkawy, korzenny zapach i broni³ siê przed nim wstrzymuj±c oddech.
– Bêdzie dobrze – g³adzi³a po rêce mamê, gdy stali przy samochodzie. Opiera³a siê o maskê biodrem i marszczy³a jej siê w pachwinach spódnica.
– Co czu³e¶ zanim t o siê sta³o? – spyta³a Bargie³owa i z³o¿y³a rêce jak do modlitwy.
– Nie wiem.
Wiedzia³. Ten zapach. Zacisn±³ jednak wargi i uda.
– My¶la³e¶, ¿e to jest z³e?
Wzruszy³ ramionami i potwierdzi³ g³ow±, ¿e tak.
– ¯e to jest grzech? – Upewnia³a siê z przejêciem, nawet ogl±dnê³a siê znacz±co na du¿y krzy¿, wisz±cy na ¶cianie.
Powêdrowa³ wzrokiem za jej spojrzeniem, skupi³ siê – polichromia na figurze by³a miejscami zblak³a i z³uszczona, kolana Chrystusa, widocznie uszkodzone niedawno, biela³y ¶wie¿ym drewnem.
– Nie.
– Ohyda?
Przedtem na stryszek chodzili z Ewelin± inni. Wracali i wszyscy siê ¶miali, ¿artowali, klepali po ramionach zawodnika. Dziewczyna tañczy³a na kontuarze, powiewaj±c bluzk±. Tañczy³y jej piersi dra¿ni±co rytmicznie.
– Niez³a jest. – Szturchn±³ go porozumiewawczo Robert, pomocnik ratownika z s±siedniego o¶rodka. Mo¿e on te¿ ju¿ by³?
Opowiedzia³ Bargie³owej. Nie o stryszku, ale film z Internetu. Tamtego niemal nie pamiêta³. Szumia³o i pulsowa³o og³uszaj±co w skroniach. Wtedy.
Pinda psycholog mia³a teraz ceglaste wypieki i zawisa³a ustami na jego ustach w tym przeklêtym, oble¶nym „o” jak do loda.
– Dziewczyna jest zdemoralizowana – t³umaczy³a mamie adwokatka. – My poka¿emy Kamila. Jest ma³oletni. Uczeñ szko³y muzycznej, ministrant. Wakacje. Pierwszy alkohol. Hormony…
– Co ty, kurwa?! – Plu³a i krztusi³a siê Ewelina. Próbowa³ j± przepraszaæ. Wstydzi³ siê w³asnego, lepkiego i gorzkawego zapachu. Mia³ ochotê p³akaæ. – Co to, kurwa, polucje?
Siêgnê³a po komórkê, któr± ustawi³a na jakie¶ upchniêtej w k±cie szafce.
– Trzyna¶cie sekund – powiedzia³a z pogard±. – Gdy poka¿ê ch³opakom, umr± ze ¶miechu.
– Nie pokazuj – poprosi³ ze ³zami.
– By³o mnie nie babraæ tym ¶wiñstwem! – Ociera³a twarz ma³±, pulchn± rêk± o obgryzionych paznokciach.
– Nie pokazuj! - My¶la³ o brudzie za paznokciami. Mama pilnowa³a zawsze...
Chwyci³ j± za rêkê, wykrêci³ i wy³uska³ telefon.
– Oddaj to, skurwysynie – piszcza³a.
Na o¶lep kasowa³ filmiki. By³ szybki, mia³ wprawê z gierek, toczonych kciukiem pod ³awk± w szkole. Wtedy pewnie skasowa³ tamtych.
– Co by³o na tych skasowanych? – dopomina³a siê m³oda pani adwokat w spódnicy opinaj±cej biodra.
– Wszystko. Jak my… - nabra³ powietrza i pierwszy raz opowiedzia³ ten film pornograficzny.
Potem mu siê to wszystko ¶ni³o. Wiele razy. Budzi³ siê i powtarza³ sobie sekwencje. Ewelina ty³em do niego, wypiêta, z ustami u³o¿onymi w kszta³t litery „o”. Uderza j± rêk± w po¶ladek. Ona rozumie i zmienia pozycjê. Teraz robi mu loda… To jest na filmie.
– Zmy¶lasz – roze¶mia³a siê g³o¶no adwokat i pog³aska³a go po policzku jak dziecko.
Opowiada³ Bargie³owej z Poradni, a tamta papla³a o etyce i panu Bogu, który go kocha³ i stworzy³ niebo. Wiêc wyobra¿a³ sobie m¶ciwie, ¿e ta kolubryna klêczy z wypiêtym w niebo grubym dupskiem. Niech ma! Za ich wszystkie pod³e i oble¶ne pytania o to z Ewelin±, ¿e co, ¿e jak, ¿e którêdy. Opowiada³ i dyma³ w dupê, a ona jêcza³a swoje „o”.
Matka wci±¿ p³aka³a. I od tamtego razu ani razu nie przytuli³a go.
Ewelina Latosz mia³a 13 lat i rzeczywi¶cie by³a zdemoralizowana, co s±d wzi±³ pod uwagê. Da³a Kamilowi pierwsze trzyna¶cie sekund…
Wtedy przez okienko w dachu widaæ by³o, jak wstaje szarawy ¶wit. Potem niebo zrobi³o siê b³êkitne. To cz±steczki powietrza odbija³y fale ¶wietlne tej czêstotliwo¶ci, a by³y zbyt ma³e, by ujawniæ wszystkie kolory. Niebieskiego wiêc wokó³ by³o pe³no.