24 godziny temu
To, że zarówno baśń, jak i literatura fantasy sięgają swoimi korzeniami mitu, nie jest chyba twierdzeniem, które należy udowadniać. Podejmując temat powiązań literatury fantasy z baśnią i mitem, należy jednak najpierw zastanowić się pokrótce nad jej miejscem w literaturze fantastycznej, do której się ją zazwyczaj zalicza. Powszechnym bowiem jest zdanie, że fantasy jest jakąś mutacją science-fiction, do tego jakąś zwyrodniałą i zdziecinniałą, trudno nie zauważyć tej sprzeczności - z czego zatem powstała fantasy - z mitu, czy też z przemian zachodzących w - ogólniej rzecz ujmując - literaturze fantastycznej? Rzecz nie jest tak skomplikowana, jakby się z pozoru wydawało i nie trzeba uciekać się do mętnych tłumaczeń o podwójnym rodowodzie. Należy tylko rozwiać powszechne mniemanie o pierwszeństwie science-fiction, zarówno pod względem chronologicznym, jak i znaczenia, oraz o roli fantastyki, jako „futurologii literackiej”. Wystarczy przytoczyć tu słowa zmarłego niedawno* naszego pisarza - Adama Hollanka, wypowiedziane podczas jednej z dyskusji: „Przepraszam, ale na początku nie było żadnej futurologii, tylko Mary Shelley i wymyślony przez nią profesor Frankenstein, który stworzył potwora (...) Tak zaczęła się nowożytna fantastyka. Ściśle naukowe elementy wprowadził do niej dopiero Verne, a potem Wells”. Tak więc na początku nie było nauki, a - jak w każdej literaturze - dylematy etyczne i moralne. To science-fiction - w ścisłym znaczeniu - jest, a raczej było, taką chwilową aberracją, odchyłem. Było, bo ten rodzaj fantastyki, mimo iż swoje kanony utrwalił bardzo wyraźnie w powszechnej świadomości, już dawno temu został generalnie zarzucony przez twórców, jako podgatunek, który został wyeksploatowany, nie dający już nazbyt wiele możliwości twórczych, a przecież głównym wyróżnikiem literatury fantastycznej powinna chyba być oryginalność i nieskrępowana wyobraźnia, nie zaś powielanie utartych schematów. Swoje pięć minut s-f miało w - powiedzmy - pierwszej połowie dwudziestego wieku, kiedy wiara w potęgę nauki była powszechna i później, z konieczności, w latach zimnej wojny, kiedy ostrzegać przed możliwymi skutkami kataklizmu nuklearnego można było tylko poprzez fantastykę naukową, no bo jakże by inaczej? Fantastyka bowiem, jak każda inna literatura, reaguje po prostu, choć chyba wyraźniej, na świat rzeczywisty, ta ucieczka w świat nierealny nie jest celem samym w sobie. Stąd też np. w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych taki rozkwit polskiej literatury, nazywanej political fiction, lub - szerszym pojęciem - social fiction. Fantastyka podejmuje wszak te same zagadnienia, co i literatura tzw. głównego nurtu, robiąc to jednak z większym rozmachem, bo ma po temu większe od niej środki. Pomijam tu celowo bardzo spopularyzowany przez amerykańską popkulturę jedynie rozrywkową odmianę s-f, która została utożsamiona z całością fantastyki, grzebiąc oryginalne i wartościowe dzieła pod zwałami makulatury.
Wszystkie odmiany literatury fantastycznej istnieją i dziś, ale nie są już żadnymi kanonicznymi odmianami, a środkami, którymi może się posłużyć dzisiejszy twórca. Jednak, gdy cała (generalizując) populacja ludzka zwątpiła w świetlaną przyszłość odkrywaną przed nami przez naukę i generalnie kultura masowa zwraca się ku starym przesądom w nowej postaci - ruchy New Age, próba przywrócenia człowiekowi duchowości i mistycyzmu, dziwne byłoby, gdyby nie robiła tego literatura. I faktycznie, mamy w ostatnich latach boom literatury baśniowej, w ramach fantastyki nazywanej z amerykańska fantasy. Patronem przestał być Wells, a wrócił „wiecznie żywy” profesor Tolkien. Nie odwołuję się do niego ani przypadkowo, ani jedynie dlatego, że jest tak uznanym pisarzem, ale też dlatego, że jako nasz kolega po fachu - filolog i znawca literatury jest tu znaczącym autorytetem z tytułem profesora na uniwersytecie w Oxford, tym większym, że jego pasją była mitologia. Wszystkie prezentowane tu przeze mnie jego sądy będą zaczerpnięte z eseju „O baśniach”, który był przezeń wygłaszany jako wykład w roku 1938.
...
źródło:
http://my.opera.com
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
że Podejmując Powszechnym że Rzecz Należy „futurologii Wystarczy Adama Hollanka, „Przepraszam, żadnej Mary Shelley Frankenstein, (...) Tak Ściśle Verne, Wells”. Tak Było, świadomości, Swoje Fantastyka świat Stąd Fantastyka środki. Pomijam żadnymi Jednak, (generalizując) New Age, Patronem Wells, „wiecznie żywy” Tolkien. Nie że że że Wszystkie „O 1938....
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Najlepszy hołd dla pisarza?
- Gdyby Śródziemie istniało naprawdę
- Złoczyńcy w stylu retro
- Od fantastyki do nauki — metalowa pianka
- Historyjki za Miedziaka
- Poezja z (Euro) Paradyzji
- Ratatujcie nas przed takim dziennikarstwem
- Bez uprzedzeń, czyli co można zrobić z romantyczną powieścią epoki wiktoriańskiej
- Na pohybel nieudolnym ekranizatorom
- Nabazgrolone przygody problematycznego detektywa
- Dlaczego bardziej doceniamy cudze osiągnięcia niż własne? …czyli odpowiedzi na niegłupie pytania
- Ksiądz Jan Twardowski – poetycki ewenement